czwartek, 6 października 2011

jesienno-wieczorne thinking

Jesienne kolorowe liście, październik w kalendarzu, ciągłe próby odnalezienia sposobu przetrwania, jakiegokolwiek koloru, kawa z cynamonem i unosząca się w powietrzu melancholia.. Pomijając totalnie głupią sytuację dzisiejszego wieczoru, a może to właśnie za jej przyczyną, napadła mnie pewna refleksja.
Czy można przestać wierzyć w coś, co się kiedyś widziało albo doświadczyło? Weźmy na przykład kogoś z pasją, która dawała szczęście. Jednak się od niej odeszło, a teraz ciężko jest wrócić. No bo jeśli pasją jest śpiew, a nie śpiewasz już od dawna, to nie jest łatwo, nie zaśpiewasz od razu, jak kiedyś. Tak samo z malowaniem, graniem, czy czymkolwiek innym. Możesz przestać wierzyć, że potrafisz. Trzeba cofnąć się krok w tył, przypomnieć. wtedy można mówić o powrocie. A to wymaga determinacji i trudu.
Piszesz z kimś, dogadujecie się, jest miło. Kontakt się urywa. Próbujesz go odnowić, piszesz raz, drugi, dziesiąty. ale bez odezwu drugiej osoby. Poddajesz się. Przestajesz wierzyć, że będziecie jeszcze pisać czy rozmawiać tak jak kiedyś
Św. Tomasz. Niewierny Tomasz. Wcześniej widział Jezusa, ale gdy zmartwychwstał, nie uwierzył mimo wszystko. Musiał zobaczyć, aby uwierzyć. Albo:

Dziewczyna. Dajmy na to, że się zakochała, była w jakimś związku. oboje byli szczęśliwi, ale po jakimś czasie to się rozpadło. Została bardzo mocno zraniona. Jest samotna. Od dawna. Ma przyjaciół, ale jak w życiu, różnie bywa. Czy ona może przestać wierzyć w miłość, której właściwie kiedyś doświadczyła?
Czy w czasie dużej i długotrwałej burzy nie mamy czasem wrażenia, że słońce nigdy nie wyjdzie?
A przecież po każdej burzy wychodzi słońce. po każdej nocy przychodzi dzień...

niedziela, 2 października 2011

umierające złudzenia

Kiedy już nawet cudowny świat złudzeń przestaje istnieć... Ostatni powód uśmiechu znika w wieczornej szarudze. A gdy krzyczysz, nie zwraca uwagi. Odchodzi. powoli. w milczeniu.