koniec stycznia, przeraźliwie sroga zima od dłuższego czasu zdecydowanie daje się we znaki, mało tego ciśnienie szaleje i czas też nie działa na korzyść. Ale nie można całego poczucia bezsensu zrzucać na czas i pogodę. Poza tym, nie ma teraz czasu na takie poczucie. Na nic nie ma czasu. trzeba czytać, uczyć się, uczyć, uczyć. Mam poczucie cholernej ciężkości i just give up. Historii jest tyyyyyyyyyyyle i jeszcze więcej. Ale nie można się poddać. Nie teraz.
Uczyć na tą chwilę na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie matury i na płaszczyźnie walki ze sobą. Nie owijajmy w bawełnę: egzamin oblany, nie z braku umiejętności, tylko z braku opanowania stresu i braku maksymalnego skupienia. Tylko jak to wykształcić. No a jeśli chodzi o maturę, to mamy cel: psychologia. Oczywiście panuje powszechnie uważana odsiecz (wiedeńska) ale coraz bardziej upewniam się w tym, że to dobry wybór. oczywiście trzeba zapewnić sobie jakąś alternatywną drogę ucieczki, którą postaram się znaleźć, ale jeszcze nie mam pomysłu w którą stronę. Czasu na jego pojawienie się też nie ma. Ale mądre słowa: "Tylko spokój może nas uratować." trzeba jak najszybciej wprowadzić w życie. No i mamy omówione dwie płaszczyzny. Nie ma co się rozdrabniać za zbyt wiele, bo jako ludzie możemy nie dać rady wykonać celów z tą samą efektywnością.
Napisałabym coś jeszcze, ale jest po północy, a postanowiłam nie spędzać tej nocy na czytaniu historycznych książek czy robieniu notatek, a nawet odpuścić Kamińskiego co łączy się jednocześnie z położeniem się i zaśnięciem co niby wydaje się banałem, a wbrew pozorom nie zawsze jest takie proste i oczywiste :)
PS. Ćwiczę tonique! - uczy mnie zdyscyplinowania i daje fajne poczucie - zarąbiste :D
PS2: Studniówka jak najbardziej na plus!
Colorful dreams.