Wczoraj byłam na spotkaniu z Alicją Rapsiewicz, która wspólnie ze swoim chłopakiem postanowiła wybrać się na wycieczkę dookoła świata. Genialne zdjęcia i świetne przeżycie. Uwielbiam takich ludzi! Istnieje taka legenda. Gdzieś w Azji, na ziemiach
turczańsko-afgańskich pewien pan opowiedział to właśnie tej przemiłej i cholernie odważnej
podróżującej parze.
Dawno dawno temu pewna społeczność utworzyła wioskę. Była
ona bardzo biedna, ludzie żyli prosto, utrzymywali się z własnych zbiorów.
Wszyscy ludzie w wiosce właściwie byli tacy sami. Jednak jeden chłopak, (imię
mi uciekło) miał konia. Wszyscy mu tego konia bardzo zazdrościli, mówili „Ale
masz szczęście, masz konia, możesz sobie nim jeździć, będzie ci pomagał orać
pole” On odpowiedział „Może to i szczęście, a może i nieszczęście.” Pewnego
dnia rano koń zniknął. Nie było wiadomo czy ktoś go porwał czy sam uciekł.
Mieszkańcy wioski lamentowali „Ale ty masz nieszczęście, twój koń uciekł, nie
będzie miał ci kto pomagać.” Po kilku dniach koń wrócił, mało tego, z kobyłką.
Mieszkańcy wioski byli bardzo uradowani: „Ale ty masz szczęście, twój koń
wrócił w dodatku z kobyłą, ale masz wielkie szczęście!”. Mężczyzna
odpowiedział: „Może to i szczęście, a może i nieszczęście.” Pewnego dnia jego
syn postanowił przejechać się na koniu i pojechał na przejażdżkę, niestety
spadł i złamał nogę. Ludzie z wioski mówili „Ale ty masz nieszczęście, masz
konia, ale teraz skoro twój syn złamał nogę nie będzie miał ci kto pomagać
pracować przy farmie, w pracach domowych” On odpowiedział: „Może to i
nieszczęście, a może i szczęście”. Jakiś
czas później w wiosce ogłoszono pobór do wojska, wezwano wszystkich młodzieńców
oprócz właśnie syna naszego bohatera.
W tej historii chodzi głównie o to, że w każdym wydarzeniu,
nawet w tym które wydaje się być bardzo bolesne i nieprzyjemne istnieje cząstka
dobra.