Dzień dobry.
Pustka. Wieczna pustka uczuciowa od lat.
Brak okazji, by zaangażować się w relację, ale może również brak dojrzałości emocjonalnej. Bo będzie bolało, bo on mnie zrani, bo czy w ogóle warto. Brak też kopnięcia od losu - "o, on mnie intryguje, chciałabym się z nim związać, podoba mi się, chce go poznać, ciągnie mnie do niego". Wieczne czekanie na rycerza na białym koniu może niechybnie zakończyć się staropanieństwem. Ale chwila, czy ja na pewno chce rycerza?
Może tak wyglądać z boku, bo nikogo nie ma- pewnie ma za duże wymagania, oczekiwania. o, może i nawet ładna, ale pewnie z nią coś nie tak.
Aż tu nagle, po stu latach, jakieś drgnięcie- przez chwilę, przez przypadek, przez Boga, przez los, Opatrzność, po prostu. Hm....
Pewnie nic nie będzie, strach, czy w ogóle pisać, czy dać się choć na chwilę zapomnieć. Na kilka wieczorów pisania do 1 w nocy, jedynie z telefonem. W domu zaczęli zauważać, że stał się od nieodłącznym przyjacielem- domyślają się. nawet padło pytanie - "Z kim ty tak ciągle piszesz?" - odpowiedzią było milczenie.
A może warto, zapomnieć się na jeszcze kilka wieczorów, albo jeden wieczór w rzeczywistości. Może warto się spotkać choćby raz, na jedną randkę. Nawet jeśli miałaby być ostatnią.
Jeszcze chwila, motyl usiadł na płatku, może zaraz odlecieć.... Postaram się cieszyć choćby tą sekundą, namiastką.