środa, 31 sierpnia 2011

Proszę, skłam.

Kłamstwo, z którym łatwiej żyć. Takie kłamstwo, którego znasz prawdę. Nie chcesz jej do siebie dopuścić. albo dopuściłeś, ale nie chcesz jej słyszeć. Bo tak jest łatwiej. O wiele łatwiej. I tak żyć. Było mi z tym całkiem dobrze.
A potem przychodzi czas, gdy ktoś mówi Ci tą prawdę w twarz. Mówi Ci coś, o czym wiesz, ale było to ukryte w najgłębszych zakamarkach Twojego serca. A ty kompletnie zdezorientowany zostajesz przygnieciony do ziemi. Po pierwsze tym, że ktokolwiek wie o Twojej najgłębszej tajemnicy, a po drugie tym, że powiedział Ci w twarz to, co ukrywasz przed samym sobą. Coś w Tobie pęka.Wtedy po ludzku padasz. Stajesz się rozbity, bo dotarła do Ciebie prawda ze zdwojoną siłą. 
Ale żeby nie było. Nie lubię kłamstwa. I go nie popieram. Ale bywają sytuacje w życiu (jedna na milion!) kiedy marzysz, żeby ktoś skłamał. Może te sytuacje wiążą się właśnie z tym, że znasz prawdę, ale ją głęboko ukrywasz i nie chcesz spojrzeć jej w oczy. A jak już spojrzysz, Twoje delikatnie lukrowane ciastko zwane życiem pozbawia się lukru. Może zauważasz, że jest ciut przestarzałe, zgniłe, spleśniałe, a może wygląda po prostu smutniej bez cukierkowego lukru na wierzchu.
Ale trzeba żyć dalej. Bez względu na to, jak. Z pomocą innych, zwanych przyjaciółmi. Ratują samą obecnością, rozmową, bliskością.  Albo bez nich.... (poziom hard)
Dlatego żyj tak, by nie opierać wszystkiego na samym sobie, bo życie może Cię przygnieść...

wtorek, 23 sierpnia 2011

BUM!!!

Lato, słońce, wakacje, działka, plaża, lody, czekolada, koc w zbożu, śmiech z przyjaciółmi. To tylko kilka rzeczy (bądź sytuacji!) gdy o których się myśli, mimowolnie pojawia się uśmiech. Na twarzy albo w sercu.  Dobrze się nam kojarzą. Można wymieniać jeszcze godzinami, jeszcze dziesięć, sto, a może dziesięć tysięcy przykładów. Tylko czy naprawdę wiemy, co nas uszczęśliwia? To właśnie jest moim problemem i głównym tematem myśli ostatniego czasu.Co tak naprawdę mnie uszczęśliwia? Co jest sensem mojego życia? Po co żyć? Dla kogo budzić się co rano? Dla kogo. Można żyć dla rodziców, dla chłopaka, dla psa, dla rybki w akwarium, dla ocen, studiów, pracy. Niby wszystko ok. Tylko wszystko to, jest tak ulotne jak garstka suchego piasku. Przy pierwszym podmuchu wiatru rozwieje się w przestrzeń. Więc dla kogo żyć. Dla siebie. To jedyna słuszna odpowiedź na to pytanie. Można żyć poświęcając się komuś, np Bogu, chłopakowi, mężowi, dzieciom, pracy..... ale kuźwa, nie można tylko dla nich żyć! Nie dajmy ogłupić się slangami, które bezustannie próbuje wpoić nam współczesny świat. Kobieto, masz być żoną i matką, masz siedzieć w domu, a jedyna twoja rozrywka ma kończyć się na gotowaniu, praniu, prasowaniu i sprzątaniu. To jedyny Twój sens życia. A jeszcze do tego wszystkiego masz się z niego cieszyć! Brzmi jak jakieś fatum rzucone na wszystkie kobiety podczas samego stworzenia. Nie, nie taki jest sens bycia kobietą.
Teraz pojawia się pytanie, co znaczy, że żyję dla siebie. i co z tego. Dopiero od jakiegoś czasu powoli zaczynam zdawać sobie z tego sprawę. Bo tak. Poszedłeś do podstawówki, bo wysłali cię rodzice. Musiałeś pójść. potem jakieś gimnazjum. No okej. Wybór liceum. Jakieś trzeba, nie? I wreszcie idziesz na studia takie, a nie inne, bo na jakieś w końcu trzeba. ich wybór może jest błędem, a może strzałem w dziesiątkę. Nie każdy może wygrać w toto lotka. Potem praca, która daje ci satysfakcje albo nie. W takim normach już na etapie liceum, wypadałoby wiedzieć, jak widzisz swoją przyszłość. I (a to trudniejsze!) co i jak zamierzasz zrobić, aby wyglądała tak, jak chcesz, żeby wyglądała. A co, gdy nie wiesz co cię uszczęśliwia, co chcesz robić dalej? Pierwsza poważniejsza decyzja z tym związana pojawia się właściwie przed maturą. Żyjesz sobie żyjesz i BUM! Nagle każą ci wiedzieć wszystko o sobie. Co chcesz zdawać? na jakie iść studia? dokąd? i w końcu już wtedy wybierasz swoją potencjalną pracę. Czy w wieku 18, 19 lat wiesz, co będzie cię uszczęśliwiać i dawać satysfakcję gdy będziesz miał 30, 40 czy 50 lat? Jeśli tak, to gratuluję! Jesteś szczęściarzem. I już teraz możesz poczuć się tak, jakbyś wygrał główną w toto lotka. A jeśli nie, to nie przejmuj się. Jest mnóstwo ludzi, którzy mają tak samo.

To tak na początek. Pierwszy post, o wszystkim i o niczym.
Ofiara tego bloga może teraz nie widzi za bardzo sensu we wszystkim, ale jak już ma zajawkę, to potrafi wydać 10 zł na genialne lody i wkroić w nie kit kata, żeby mieć poczucie, że coś zrobiła dla siebie, uśmiechnąć się do nieba i wcale nie mieć poczucia winy z tego powodu. (Mimo, że powinna!- za lody)
Czasem coś ugotuje, czasem biega, czasem pisze, tańczy gdy nikt nie widzi, śpiewa gdy nikt nie słyszy.
   
Poranna herbata - African Red
Pozdrawiam,
Autorka