wtorek, 27 grudnia 2011

Święta, święta...

Święta święta i po świętach, jak mówi stare, polskie przysłowie. no właśnie, tylko co po nich? Już nie zawracając sobie głowy tym jakie były, magiczne, tradycyjne, ciepłe, rodzinne czy może zupełnie odwrotnie.  (swoją drogą, były bez śniegu i na plusowej temperaturze, pff!) Z reguły po świętach zaczyna się kolejne zawracanie głowy- sylwester. Zero planów! to irytujące! Teoretycznie okazja do zabawy, pożegnania starego, mijającego roku, powitania nowego. Nowe postanowienia, może nowe marzenia, a może tylko zamykanie na siłę rozdziału tylko dlatego, bo tak każe kalendarz. A w rzeczywistości oznacza to i tak kontynuowanie swojego życia bez zmian, wbrew wszystkim cyferkom.
Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam na grzebaniu we wszystkich stronach przyszłych perspektyw. Generalnie jedyne do czego doszłam to to, że jestem tylko biedną humanistką, która nie ma przed sobą morza możliwości jak na przykład ludzie z biol-chemów (chemia to moja największa zmora od zawsze!) czy nawet mat-fizów, a na wszystkich stronach uniwersyteckich myślą, że jak zmienią w nagłówku rok (np.Rekrutacja 2012-2013) to już mają aktualną stronę. W rzeczywistości niestety grubo się mylą. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba się w końcu odnaleźć i podjąć tę 'poważną decyzję'.
Coraz bardziej wkurzają mnie ogólnie przyjęte normy, liceum-studia-praca. A tak naprawdę kto powiedział, że po studiach ją znajdziesz? że będziesz lepszym, mądrzejszym człowiekiem i w ogóle wszystko Ci się w życiu uda? To akurat jest temat rzeka i spokojnie można pisać w oparciu o niego niejedną książkę. a ja może napiszę chociaż osobną notkę.
Moje dzisiejsze pisanie nie ma konkretnego smaku i liznęłam wszystkiego po trochu, a niczego nie wyczerpałam, ale potraktujmy to jako świąteczne smakowanie wigilijnych potraw.
A na koniec cytat wczorajszego wieczoru, za który dziękuję ;)
"Skrajne środki stosowane są przy skrajnych schorzeniach"  - Hipokrates

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz