Gdy prawie złapałam jedną z gwiazd,
a świat owinęła gęsta mgła,
droga powoli gubiła się sama,
pokrętna, przez los trochę poszarpana.
Wydawała się być zapomniana.
A tam głęboko w lesie sielona polana
prawie nietknięta przez zły los została.
Gdy prawie myśli na niej tańczyły
nieograniczone na chwilę przez nic były,
jednak przebiegła mgła i na nią pognała.
Cel prawie osiągnięty.
Jeszcze 4, 3, 2, 1....
Są dwa uda. Uda się albo nie uda.
I tak będzie dobrze i tak.
Ja już swoje osiągnęłam w tej kwestii.
To i tak duuuuuuuuuużo.
Jakiś wieczorny spadek, a tu nagle transmisja Domu o zielonych progach.
I jakoś tak ciut lepiej.
"Wiary mi trzeba, wiary w człowieka,
Takiej co góry przenosi,
I gór mi trzeba i trzeba nieba
Co trawę poranną rosi
I słońca trzeba co nie wybiera
i wszystkich tak samo grzeje
I deszczu czasem
I słów mi trzeba
Słów, które niosą nadzieję".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz