Wyobraź sobie, że jedziesz w ważną podróż. Jest dla Ciebie po ludzku ważna, czekałeś na nią długo, pakowałeś się, planowałeś, cieszyłeś się na jej nadejście. I gdy przyszedł ten dzień, wziąłeś torbę, bagaż marzeń, doświadczeń i z pewnością, że czeka Cię wspaniały czas ruszyłeś na dworzec. Tylko wiesz, zapomniałeś czegoś i orientujesz się dopiero na dworcu. Stwierdzasz, że dasz sobie bez tego radę. Że każdy czasem czegoś zapomni, coś może umknąć. a może tego nie wziąłeś, bo zwyczajnie nie byłeś pewny rzeczywistej potrzeby tej rzeczy. Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Podbiegasz do kasy potem biegniesz na pociąg, a ten odjeżdża. Na twoich oczach. nie masz już możliwości dostania się do pociągu. Jedzie już z taką prędkością, że nie da rady nic zrobić. znika Ci z oczu. Patrzysz, jak Twoje marzenia, które przed chwilą były w zasięgu ręki odjeżdżają razem z nim. nie, to nawet nie pkp, nie ma kolejnego takiego pociągu. I co teraz? Nic, trzeba żyć dalej. A teraz analogicznie. mój pociąg, moje życie, moja perspektywa. Czekasz na podróż życia.Nie zamierzasz z niej wracać. Nie jest to zwykła podróż. Wiesz, że czeka Cię tam coś pięknego. że będziesz najszczęśliwszą osobą jaką możesz być. Szczęśliwszą niż możesz to sobie wyobrazić. Od wejścia do pociągu dzieliło naprawdę niedużo. Pewnie max 2 minuty, a może było to nawet 10 sekund. A miesiąc? Czy miesiąc to dużo? Myślę, że na skalę w jakiej żyjemy na co dzień, miesiąc wydaje się kawałkiem czasu, ale w perspektywie całego życia? Zakładając 10, 20 albo 40 czy 50 lat?(nie zamierzam zbyt młodo umierać:)
Tak więc sami oceńcie. Spóźniłam się kilkanaście sekund na pociąg w planowaną podróż, czy miesiąc na pociąg do dożywotniego szczęścia? Tak więc czy miesiąc to na pewno duże spóźnienie?
Przepraszam, że kiedy nie byłam pewna ogromnej potrzeby powiedzenia prostego zdania, nie powiedziałam, a pociąg odjechał. Dopiero po 15 sekundach jazdy doszła do mnie ta pewność. Następnym razem. Powiedziałam. Tylko, że następnym razem, było za późno. O miesiąc. Tylko miesiąc. i tak chciałam cofnąć czas do chwili na dworcu.. Tyle razy. Tak, ale trzeba żyć dalej. życie na pewno przygotowało kolejny pociąg. i nie pozwolę, by na ten również się spóźnić. Tylko dlaczego, nie ma takiego 'rozkładu jazdy' do pociągów przygotowanych przez życie? Na tym polega cały myk. Trzeba obserwować, cierpliwie czekać, czuć, nie pędzić za szybko(by nie wsiąść do złego pociągu) i jednocześnie się nie spóźnić....
Czasem mam wrażenie, że pkp próbuje dorównać przekornemu losowi zmieniając rozkłady, podstawiając pociągi tak, byś się pomylił, opóźniając je o czas nieokreślony i znęcać się, gdy nie zdążyć kupić biletu.
A teraz siedzę, i oczekuję na swój pociąg. bo mam wrażenie, że obecnie nie stać mnie na ruch w żadnym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz