W zeszłym tygodniu byłam na lodowisku. Tym razem jedynie jako bierny obserwator. Stałam przez jakiś czas i obserwowałam jeżdżących. ludzi. Wśród nich były pary, paczki kupli, przyjaciółki. Jednak moją uwagę najbardziej zwrócił pewien starszy pan z wnuczkiem. Dziadek naprawdę miał nie lada umiejętności, jeździł bardzo dobrze. A mały chłopczyk dopiero się uczył. Dziadek jeździł w pewnej odległości dookoła chłopca. ten się przewracał, patrzył na niego albo nie patrzył, jechał albo upadał po raz kolejny. Dziadek jednak mimo, że był cały czas gdzieś w pobliżu, miał wnuczka w zasięgu wzroku nigdy od razu nie podbiegał ratować sytuacji. Zawsze dawał mu swobodę. Chciał, by próbował sam wstać. Dopiero po kolejnej nieudanej próbie złapania pionu po upadku dziadek podjechał do wnuczka i pomógł mu wstać, kawałek pojechali trzymając się za ręce, wreszcie go puścił.
Mam takie wrażenie, że to taki trochę Boży obraz. Bóg w sumie postępuje podobnie. My sobie jeździmy własnymi ścieżkami, upadamy, nie możemy się podnieść, nawet czasami nie umiemy dobrze jeździć. On zawsze jest i zawsze dba, ale zawsze też daje nam tę wolność i swobodę, byśmy nauczyli się samodzielności.
niedziela, 29 grudnia 2013
poniedziałek, 9 września 2013
...
Historia zatoczyła koło. Własciwie do wczoraj nie wiedziałam co to powiedzenie tak naprawdę oznacza. Nigdy też nie myślałam, że może to dotyczyć mnie czy kogoś z mojego otoczenia. A jednak.
Ludzie potrafią być strasznymi hipokrytami. Potrafią mieć konkretny pogląd na dany temat, mówią o nim innym, a ci inni kodują, że dana osoba tak myśli. A za jakiś czas okazuje się, że to nieprawda, że postępuje dokładnie odwrotnie niż powinna zgodnie z własnymi wygłoszonymi wcześniej przekonaniami. Tylko czy podczas wyrażania poglądu po raz pierwszy, ten ktoś wiedział, że za pare miesiecy okaże się hipokrytą. To sprawa drugorzędna. Ludzie coraz bardziej mnie zaskakują swoimi możliwościami sprzecznego myslenia.
The Swell Season - Low rising Bo trzeba upaść, by się wznieść.
Ludzie potrafią być strasznymi hipokrytami. Potrafią mieć konkretny pogląd na dany temat, mówią o nim innym, a ci inni kodują, że dana osoba tak myśli. A za jakiś czas okazuje się, że to nieprawda, że postępuje dokładnie odwrotnie niż powinna zgodnie z własnymi wygłoszonymi wcześniej przekonaniami. Tylko czy podczas wyrażania poglądu po raz pierwszy, ten ktoś wiedział, że za pare miesiecy okaże się hipokrytą. To sprawa drugorzędna. Ludzie coraz bardziej mnie zaskakują swoimi możliwościami sprzecznego myslenia.
The Swell Season - Low rising Bo trzeba upaść, by się wznieść.
piątek, 30 sierpnia 2013
W pogoni za rozumem.
Widok mnie zaczytanej w jakąkolwiek książke był raczej rzadki. Nadal jest. jednak w ciągu ostatnich paru dni muszę przyznać, ze pochłaniam trzecią ksiązkę. Właściwie to zaczynam trzecią, więc w sumie pochłonęłam dwie (wcale nie cieniutkie), ale to i tak jak na mnie bardzo dobry wynik. Mól książkowy powinien spojrzeć na mnie pobłażliwie, ale jednak być dumny.
Obecnie czytam "W pogodni za rozumem" Helen Fielding ( Tak, przeczytałam również "Dziennik Bridget Jones". przyznaje się, ale czy to źle? ) i zaczęłam się zastanawiać, czy właśnie przypadkiem nie gonię własnego rozumu, bo mi może gdzieś zwiał. Może sięganie po analizę myślenia i życia samotnej kobiety po trzydziestce nie jest szczytem ambicji, ale jest lekkie i przyjemne, a wakacje powinny być choć trochę czasem odpoczynku. Nie trzeba od razu siegać po "Ulissesa" Jamesa Joyce'a (żyję ze sobą 19 lat i trochę już zdążyłam się poznać i wiem, że NIGDY po niego nie sięgnę, a jak sięgnę to z pewnością szybko odłożę).
Pierwszą książką, która odkryła we mnie nieodkrytą prawdę, że chyba jednak potrafię czytać była opowieść Todda Burpo "Niebo istnieje, naprawdę!", a właściwie to jego syna. Syn Todda miał niecałe 4 latka gdy pękł mu wyrostek robaczkowy. Podczas operacji chłopiec odwiedził niebo. Wyszedł ze wszystkiego cało, jednak zwrócił uwagę rodziców różnymi dziwnymi pytaniami albo stwierdzeniami na temat nieba. Bo tam był. Z prostotą 4 letniego dziecka jak potrafił dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Bo wiecie, w niebie nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów :)
A teraz wracam gonić rozum.
Obecnie czytam "W pogodni za rozumem" Helen Fielding ( Tak, przeczytałam również "Dziennik Bridget Jones". przyznaje się, ale czy to źle? ) i zaczęłam się zastanawiać, czy właśnie przypadkiem nie gonię własnego rozumu, bo mi może gdzieś zwiał. Może sięganie po analizę myślenia i życia samotnej kobiety po trzydziestce nie jest szczytem ambicji, ale jest lekkie i przyjemne, a wakacje powinny być choć trochę czasem odpoczynku. Nie trzeba od razu siegać po "Ulissesa" Jamesa Joyce'a (żyję ze sobą 19 lat i trochę już zdążyłam się poznać i wiem, że NIGDY po niego nie sięgnę, a jak sięgnę to z pewnością szybko odłożę).
Pierwszą książką, która odkryła we mnie nieodkrytą prawdę, że chyba jednak potrafię czytać była opowieść Todda Burpo "Niebo istnieje, naprawdę!", a właściwie to jego syna. Syn Todda miał niecałe 4 latka gdy pękł mu wyrostek robaczkowy. Podczas operacji chłopiec odwiedził niebo. Wyszedł ze wszystkiego cało, jednak zwrócił uwagę rodziców różnymi dziwnymi pytaniami albo stwierdzeniami na temat nieba. Bo tam był. Z prostotą 4 letniego dziecka jak potrafił dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Bo wiecie, w niebie nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów :)
A teraz wracam gonić rozum.
środa, 28 sierpnia 2013
Nie rób ze swojego życia pomnika.
'Dwa miesiące'. Odpowiedział bez jakiegokolwiek zastanowienia, tonem dokładnie takim jakby mówił co zjadł na śniadanie. A we mnie wszystkie możliwe sprzeczne uczucia rozpoczęły swój taniec. 'No pewnie k u r w a. Szkoda, że nie dwadzieścia. Albo lewo albo prawo kolego. Albo się znamy albo nie. Ustalmy coś.' -myslałam. Jednak oczywiście w rzeczywistości nie wypowiedziałam tych słów, odpowiedziałam coś kompletnie zwyczajnego, nawet nie pamiętam już co.
I teraz kiedy tak sobie myślę o kimś o kim kompletnie myśleć nie powinnam przypomniał mi się fragment książki który brzmiał: "Nie rób ze swojego życia pomnika poświęconego Davidowi czy byłemu mężowi." co można też uznać za "Nie rób ze swojego życia pomnika poświęconego temu czy jakiemukolwiek innemu facetowi". Każdy dzień może stać się takim małym pomnikiem. Jeśli ktoś wdziera się do naszej głowy i nie chce z niej wyjść, każdego dnia tworzymy taki właśnie pomnik. I mimo, że takimi pomnikami wystawione są z pewnością pewne szufladki czy półeczki w naszym życiu, nie jest to powodem do tego, żeby nasze życie stało się jednym wielkim pomnikiem. Życie nie jest warte, żeby stać się pomnikiem, a osoba, której go poświęcamy też nie jest tego warta.
Więc nie róbmy ze swojego życia poświęconych pomników.
Poznajmy się.mp3 <3
"Zmieńmy tak świat, byśmy mogli w nim pozostać"
I teraz kiedy tak sobie myślę o kimś o kim kompletnie myśleć nie powinnam przypomniał mi się fragment książki który brzmiał: "Nie rób ze swojego życia pomnika poświęconego Davidowi czy byłemu mężowi." co można też uznać za "Nie rób ze swojego życia pomnika poświęconego temu czy jakiemukolwiek innemu facetowi". Każdy dzień może stać się takim małym pomnikiem. Jeśli ktoś wdziera się do naszej głowy i nie chce z niej wyjść, każdego dnia tworzymy taki właśnie pomnik. I mimo, że takimi pomnikami wystawione są z pewnością pewne szufladki czy półeczki w naszym życiu, nie jest to powodem do tego, żeby nasze życie stało się jednym wielkim pomnikiem. Życie nie jest warte, żeby stać się pomnikiem, a osoba, której go poświęcamy też nie jest tego warta.
Więc nie róbmy ze swojego życia poświęconych pomników.
Poznajmy się.mp3 <3
"Zmieńmy tak świat, byśmy mogli w nim pozostać"
niedziela, 28 lipca 2013
Po błysku ciepłego światła w Jezioranach
Kolejna refleksja. Właśnie powróciliśmy z Jezioran napakowani mniej lub bardziej turystycznymi i nie tylko piosenkami, genialnym klimatem i brakiem snu. Pierwsza refleksja naszła mnie podczas pierwszej części powrotu do domu ( drugą część prowadziłam samochód, więc nie miałam zbytnio warunków do refleksjowania) a była ona taka, że lepszy jest niedosyt niż przesyt. ja to mam przemyślenia, nie? No ale generalnie chodzi mi o to, że pozostawienie czegokolwiek z lekkim niedosytem jest zdrowsze, nie niesie za sobą poczucia winy (np. zjadłam za dużo!, jednak nie musi koniecznie chodzić o jedzenie) i zwyczajnie bezpieczniejsze. dla ciała i ducha. w zależności o co nam się konkretnie rozchodzi.
I druga refleksja. Jeszcze parę lat temu gdy składałam życzenia urodzinowe albo przy łamaniu się opłatkiem czy jakiejś podobnej okazji, gdy trzeba było składać sobie życzenia, gdy bardzo kogoś lubiłam albo coś w nim mocno ceniłam życzyłam : 'nigdy się nie zmieniaj', 'żebyś się nigdy nie zmieniał' (czy zmieniała) czy 'pozostań zawsze taki jaki jesteś' (bądź zawsze taka jaka jesteś). A teraz jak sobie to przypomniałam to w zasadzie mało co nie zaczęłam się śmiać samej sobie w twarz. Jak to nie zmieniać. Czy to jak ktoś ma kilkanaście lat czy dwadzieścia kilka czy nawet trzydzieści, czterdzieści, potem pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt kilka, człowiek się zmienia. Na każdym etapie życia człowiek się mniej lub bardziej zmienia. Z początku bardziej, ponieważ kształtują się jego poglądy, pod wpływem przeżytych doświadczeń często również zmienia się charakter bądź jego część. Potem doświadczenia często każą nam budować na nowo nasz system wartości, przeżywamy kryzysy ( związku, małżeństwa, energii do pracy, do ogólnego działania, a nawet do chęci przebywania z ludźmi czy co gorsza z samym sobą.), i jesteśmy poddawani różnym próbom na każdym etapie życia.
Pierdziele, już późno. Dobrej nocy.
I druga refleksja. Jeszcze parę lat temu gdy składałam życzenia urodzinowe albo przy łamaniu się opłatkiem czy jakiejś podobnej okazji, gdy trzeba było składać sobie życzenia, gdy bardzo kogoś lubiłam albo coś w nim mocno ceniłam życzyłam : 'nigdy się nie zmieniaj', 'żebyś się nigdy nie zmieniał' (czy zmieniała) czy 'pozostań zawsze taki jaki jesteś' (bądź zawsze taka jaka jesteś). A teraz jak sobie to przypomniałam to w zasadzie mało co nie zaczęłam się śmiać samej sobie w twarz. Jak to nie zmieniać. Czy to jak ktoś ma kilkanaście lat czy dwadzieścia kilka czy nawet trzydzieści, czterdzieści, potem pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt kilka, człowiek się zmienia. Na każdym etapie życia człowiek się mniej lub bardziej zmienia. Z początku bardziej, ponieważ kształtują się jego poglądy, pod wpływem przeżytych doświadczeń często również zmienia się charakter bądź jego część. Potem doświadczenia często każą nam budować na nowo nasz system wartości, przeżywamy kryzysy ( związku, małżeństwa, energii do pracy, do ogólnego działania, a nawet do chęci przebywania z ludźmi czy co gorsza z samym sobą.), i jesteśmy poddawani różnym próbom na każdym etapie życia.
Pierdziele, już późno. Dobrej nocy.
poniedziałek, 22 lipca 2013
kawa rozpuszczalna ze wspomnieniem przeszłości i nadzieją na przyszłość.
Kończy nam się lipiec, a ja ponieważ przez długi czas nie miałam weny ani nie działo się w moim życiu nic drastycznie absorbującego czym miałabym się natychmiastowo ochotę podzielić z całym światem zwyczajnie nie pisałam. Z resztą musiało by być to naprawdę COŚ, bo raczej wolę trzymać sukcesy przy sobie chwaląc się najbliższym, tak samo jak porażki (nie chwaląc się jednak ci bliżsi zazwyczaj wiedzą lub z czasem zauważają). Tak więc sumując rok szkolny i generalnie jakiś okres mojego życia zamknęłam zdając maturę i.... jestem studentką. W mieście, w którym nigdy przenigdy nie chciałam mieszkać ani studiować. Warszawa zawsze odstraszała mnie swoją polską sławą samego BYCIA STOLICĄ, kojarzącą tylko z dzikim tłumem, brzydotą, generalnym ogromem wszystkiego, ble. Jeszcze parę miesięcy temu stawiałam raczej na Gdańsk, Toruń czy Bydgoszcz jednak jak już wszyscy pewnie wiemy życie przewrotne jest. Otworzyła się przede mną Akademia Pedagogiki Specjalnej i pomimo, że byłam tam tylko dwa razy w sprawach czysto formalnych, zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i mam nadzieję, że nie okaże się to tylko wrażeniem. Mimo, że nie mam bladego pojęcia jak będzie wyglądało moje życie od października to stwierdzam, że to dobry czas właśnie na taki 'brak pojęcia'. Na generalne zmiany i remanent.
Od jakiegoś czasu po małym draśnięciu na sercu, podjęłam się próby zrozumienia małej części męskiej logiki i nawet może wysnułam pewną hipotezę jednak uznałam, ze udowadnianie jej prawdziwości bądź jej odrzucenie naraża mnie za zbyt dużo przemyśleń prowadzących do melancholii, a wręcz w niej pogrążających. A ponieważ w większości przypadków od melancholii staram się uciekać wyszukując sobie coraz to nowe zadania i cele, by nie myśleć o sprawie, wpadłam na książkę Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj". I choć wcale nie należę do moli książkowych, a żeby przeczytać książkę muszę naprawdę naprawdę NAPRAWDĘ chcieć ją przeczytać, ta kupiła mnie od pierwszych zdań pierwszego rozdziału. I niewykluczone, że może się nawet powołam na jakiś fragment, a może nawet niejeden. Skoro ja w jedno popołudnie przeczytałam 123 strony, to nie może być zwykła książka. Jednak teraz postanowiłam opatulić się w koc i oddać się aktywnemu lenistwu oglądając film. Potem poczytam. A potem mam nadzieję niewiele myśląc (OBY!) po prostu zasnąć.
PS. Właśnie przeczytałam post z końca stycznia gdy moim cichym celem była psychologia. Oświadczam, że wszystko z czasem się pozmieniało jestem studentką pedagogiki specjalnej, a dokładniej najprawdopodobniej ze specjalnością Logopedii. i chyba jest mi z tym dobrze :)
Od jakiegoś czasu po małym draśnięciu na sercu, podjęłam się próby zrozumienia małej części męskiej logiki i nawet może wysnułam pewną hipotezę jednak uznałam, ze udowadnianie jej prawdziwości bądź jej odrzucenie naraża mnie za zbyt dużo przemyśleń prowadzących do melancholii, a wręcz w niej pogrążających. A ponieważ w większości przypadków od melancholii staram się uciekać wyszukując sobie coraz to nowe zadania i cele, by nie myśleć o sprawie, wpadłam na książkę Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj". I choć wcale nie należę do moli książkowych, a żeby przeczytać książkę muszę naprawdę naprawdę NAPRAWDĘ chcieć ją przeczytać, ta kupiła mnie od pierwszych zdań pierwszego rozdziału. I niewykluczone, że może się nawet powołam na jakiś fragment, a może nawet niejeden. Skoro ja w jedno popołudnie przeczytałam 123 strony, to nie może być zwykła książka. Jednak teraz postanowiłam opatulić się w koc i oddać się aktywnemu lenistwu oglądając film. Potem poczytam. A potem mam nadzieję niewiele myśląc (OBY!) po prostu zasnąć.
PS. Właśnie przeczytałam post z końca stycznia gdy moim cichym celem była psychologia. Oświadczam, że wszystko z czasem się pozmieniało jestem studentką pedagogiki specjalnej, a dokładniej najprawdopodobniej ze specjalnością Logopedii. i chyba jest mi z tym dobrze :)
czwartek, 20 czerwca 2013
Brak pomysłu na tytuł.
Wszystkie matury skończyły się wraz z końcem maja. i pomyśleć, że za tydzień wyniki. ale ja nie o tym dziś, z resztą i tak jakoś staram się o tym nie myśleć.
Zdarza nam się stwierdzić, że życie jest popieprzone, pojebane czy coś w tym stylu. Doszłam jednak ostatnio do wniosku, że to nieprawda. To wcale nie życie jest pojebane. To uczucia i emocje będące w człowieku. Żyć można, pełnią, albo z dnia na dzień, jednak zawsze jest 'jakoś', nawet jeśli podrzuci nam problemy czy to materialne czy zdrowotne czy jakiekolwiek inne, to staramy się o kredyt, idziemy do lekarza, no jakoś zbieramy się do działania. Jednak gdy zapanują nad nami emocje to często potrafią stanąć ponad nami. wtedy odbierają zdolność racjonalnego myślenia, działania, często nie są jednoznaczne, a nawet potrafią być sprzeczne. I wtedy dopiero jest pojebanie.
Ellie Goulding - Your song <3
PS. gorąco!
Zdarza nam się stwierdzić, że życie jest popieprzone, pojebane czy coś w tym stylu. Doszłam jednak ostatnio do wniosku, że to nieprawda. To wcale nie życie jest pojebane. To uczucia i emocje będące w człowieku. Żyć można, pełnią, albo z dnia na dzień, jednak zawsze jest 'jakoś', nawet jeśli podrzuci nam problemy czy to materialne czy zdrowotne czy jakiekolwiek inne, to staramy się o kredyt, idziemy do lekarza, no jakoś zbieramy się do działania. Jednak gdy zapanują nad nami emocje to często potrafią stanąć ponad nami. wtedy odbierają zdolność racjonalnego myślenia, działania, często nie są jednoznaczne, a nawet potrafią być sprzeczne. I wtedy dopiero jest pojebanie.
Ellie Goulding - Your song <3
PS. gorąco!
środa, 12 czerwca 2013
niedziela, 9 czerwca 2013
Nigdy nie czekaj bardzo mocno na coś jeśli nie masz pewności, że to się wydarzy. A nawet jeśli masz, to i tak nie czekaj zbyt mocno. Bo rozczarowanie boli. Zbyt szybki koniec (a takie chwile na które się czeka mijają bardzo szybko) też boli. Więc generalnie nie czekaj. Co masz zrobić - spróbuj zacząć od teraz, co ma przyjść- do tego się zdystansuj. w miarę możliwości.
1 beczka : <klik>
2 beczka : <klik>
piątek, 24 maja 2013
how you remind me.
Wanna know who you are
Wanna know where to start
I wanna know what this means
Wanna know how you feel
Wanna know what is real
I wanna know everything
everything.
niedługo wrócę.
a, i wcale nie mam weltschmerzu.
Została ostatnia maturka i trochę odetchnięcia.
i pozytywnych inspiracji ostatnio dostatek, może się podzielę. ;)
wtorek, 26 marca 2013
Bez tytułu, Bez czasu, Bez serca
Nauczyli nas chodzić, mówić, być,
pokazywali co dobre, co złe, a co z pewnością wydarzy się
prędzej czy później, czy tego chcemy czy też nie.
Nie nauczyli zapominać. Pełni księżyca, zachodów słońca, tego dotyku,
którego nie chcieliśmy wcale końca.
A gdy nastał przebudzenia czas,a
potrzeba bliskości zgubiła nas,
samotność rozjaśniła swój blask,
i kazała się podnieść kolejny raz.
Nie zapomnieć, a nie myśleć,
Wyrwać kartki kalendarza.
By w sercu nauka została,
i nas - ludzi przemieniała.
A na koniec piosenka - przyznaje, że nie ja znalazłam, ale dziękuję pewnemu panu który znalazł i zaraził. <klik> :)
poniedziałek, 28 stycznia 2013
mały powrót
koniec stycznia, przeraźliwie sroga zima od dłuższego czasu zdecydowanie daje się we znaki, mało tego ciśnienie szaleje i czas też nie działa na korzyść. Ale nie można całego poczucia bezsensu zrzucać na czas i pogodę. Poza tym, nie ma teraz czasu na takie poczucie. Na nic nie ma czasu. trzeba czytać, uczyć się, uczyć, uczyć. Mam poczucie cholernej ciężkości i just give up. Historii jest tyyyyyyyyyyyle i jeszcze więcej. Ale nie można się poddać. Nie teraz.
Uczyć na tą chwilę na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie matury i na płaszczyźnie walki ze sobą. Nie owijajmy w bawełnę: egzamin oblany, nie z braku umiejętności, tylko z braku opanowania stresu i braku maksymalnego skupienia. Tylko jak to wykształcić. No a jeśli chodzi o maturę, to mamy cel: psychologia. Oczywiście panuje powszechnie uważana odsiecz (wiedeńska) ale coraz bardziej upewniam się w tym, że to dobry wybór. oczywiście trzeba zapewnić sobie jakąś alternatywną drogę ucieczki, którą postaram się znaleźć, ale jeszcze nie mam pomysłu w którą stronę. Czasu na jego pojawienie się też nie ma. Ale mądre słowa: "Tylko spokój może nas uratować." trzeba jak najszybciej wprowadzić w życie. No i mamy omówione dwie płaszczyzny. Nie ma co się rozdrabniać za zbyt wiele, bo jako ludzie możemy nie dać rady wykonać celów z tą samą efektywnością.
Napisałabym coś jeszcze, ale jest po północy, a postanowiłam nie spędzać tej nocy na czytaniu historycznych książek czy robieniu notatek, a nawet odpuścić Kamińskiego co łączy się jednocześnie z położeniem się i zaśnięciem co niby wydaje się banałem, a wbrew pozorom nie zawsze jest takie proste i oczywiste :)
PS. Ćwiczę tonique! - uczy mnie zdyscyplinowania i daje fajne poczucie - zarąbiste :D
PS2: Studniówka jak najbardziej na plus!
Colorful dreams.
Uczyć na tą chwilę na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie matury i na płaszczyźnie walki ze sobą. Nie owijajmy w bawełnę: egzamin oblany, nie z braku umiejętności, tylko z braku opanowania stresu i braku maksymalnego skupienia. Tylko jak to wykształcić. No a jeśli chodzi o maturę, to mamy cel: psychologia. Oczywiście panuje powszechnie uważana odsiecz (wiedeńska) ale coraz bardziej upewniam się w tym, że to dobry wybór. oczywiście trzeba zapewnić sobie jakąś alternatywną drogę ucieczki, którą postaram się znaleźć, ale jeszcze nie mam pomysłu w którą stronę. Czasu na jego pojawienie się też nie ma. Ale mądre słowa: "Tylko spokój może nas uratować." trzeba jak najszybciej wprowadzić w życie. No i mamy omówione dwie płaszczyzny. Nie ma co się rozdrabniać za zbyt wiele, bo jako ludzie możemy nie dać rady wykonać celów z tą samą efektywnością.
Napisałabym coś jeszcze, ale jest po północy, a postanowiłam nie spędzać tej nocy na czytaniu historycznych książek czy robieniu notatek, a nawet odpuścić Kamińskiego co łączy się jednocześnie z położeniem się i zaśnięciem co niby wydaje się banałem, a wbrew pozorom nie zawsze jest takie proste i oczywiste :)
PS. Ćwiczę tonique! - uczy mnie zdyscyplinowania i daje fajne poczucie - zarąbiste :D
PS2: Studniówka jak najbardziej na plus!
Colorful dreams.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

