Święta święta i po świętach, jak mówi stare, polskie przysłowie. no właśnie, tylko co po nich? Już nie zawracając sobie głowy tym jakie były, magiczne, tradycyjne, ciepłe, rodzinne czy może zupełnie odwrotnie. (swoją drogą, były bez śniegu i na plusowej temperaturze, pff!) Z reguły po świętach zaczyna się kolejne zawracanie głowy- sylwester. Zero planów! to irytujące! Teoretycznie okazja do zabawy, pożegnania starego, mijającego roku, powitania nowego. Nowe postanowienia, może nowe marzenia, a może tylko zamykanie na siłę rozdziału tylko dlatego, bo tak każe kalendarz. A w rzeczywistości oznacza to i tak kontynuowanie swojego życia bez zmian, wbrew wszystkim cyferkom.
Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam na grzebaniu we wszystkich stronach przyszłych perspektyw. Generalnie jedyne do czego doszłam to to, że jestem tylko biedną humanistką, która nie ma przed sobą morza możliwości jak na przykład ludzie z biol-chemów (chemia to moja największa zmora od zawsze!) czy nawet mat-fizów, a na wszystkich stronach uniwersyteckich myślą, że jak zmienią w nagłówku rok (np.Rekrutacja 2012-2013) to już mają aktualną stronę. W rzeczywistości niestety grubo się mylą. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba się w końcu odnaleźć i podjąć tę 'poważną decyzję'.
Coraz bardziej wkurzają mnie ogólnie przyjęte normy, liceum-studia-praca. A tak naprawdę kto powiedział, że po studiach ją znajdziesz? że będziesz lepszym, mądrzejszym człowiekiem i w ogóle wszystko Ci się w życiu uda? To akurat jest temat rzeka i spokojnie można pisać w oparciu o niego niejedną książkę. a ja może napiszę chociaż osobną notkę.
Moje dzisiejsze pisanie nie ma konkretnego smaku i liznęłam wszystkiego po trochu, a niczego nie wyczerpałam, ale potraktujmy to jako świąteczne smakowanie wigilijnych potraw.
A na koniec cytat wczorajszego wieczoru, za który dziękuję ;)
"Skrajne środki stosowane są przy skrajnych schorzeniach" - Hipokrates
wtorek, 27 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
winter time
Właśnie zorientowałam się jak dawno mnie tu nie było. I to nie z czystego lenistwa, bo tego ostatnimi czasy jest zdecydowanie mało. Myślę, że nawet można by się go doszukiwać z lupą starszego pana czytającego umowę przed jej podpisaniem. I takim samym zaangażowaniem.
Może i wiele się nie zmieniło. Pogoda nie nastraja do niczego, tona nauki, za krótka doba. Rozpoczęty kurs pck, który jako jedyny daje odrobinę poczucia, że robię coś dobrego. i takiego zadowolenia z siebie. Poza tym generalny christmas time, który jest raczej tylko komercyjnie, a świąt nadal nie czuć. kilka rozluźnionych przyjaźni czekających na zaciśnięcie, kilka dobrych filmów do obejrzenia(a czasu brak!), kilka uschniętych wspomnień. i czas płynący dalej. Tylko żeby nie było, na spotkanie zawsze go znajdę :)
Za sobą mały sukces humanisty, kilka pysznych sałatek, genialne ciasteczka świąteczne. i zaczęłam czytać 'Lalkę'. It's just my life....
oraz 'Everything' w wykonaniu- Michaela Buble'a :)
Może i wiele się nie zmieniło. Pogoda nie nastraja do niczego, tona nauki, za krótka doba. Rozpoczęty kurs pck, który jako jedyny daje odrobinę poczucia, że robię coś dobrego. i takiego zadowolenia z siebie. Poza tym generalny christmas time, który jest raczej tylko komercyjnie, a świąt nadal nie czuć. kilka rozluźnionych przyjaźni czekających na zaciśnięcie, kilka dobrych filmów do obejrzenia(a czasu brak!), kilka uschniętych wspomnień. i czas płynący dalej. Tylko żeby nie było, na spotkanie zawsze go znajdę :)
Za sobą mały sukces humanisty, kilka pysznych sałatek, genialne ciasteczka świąteczne. i zaczęłam czytać 'Lalkę'. It's just my life....
oraz 'Everything' w wykonaniu- Michaela Buble'a :)
sobota, 5 listopada 2011
sami ze sobą
Czy na pewno chcemy wiedzieć wszystko?! albo nie wszystko, ale zdecydowanie dużo, jak najwięcej? Do niedawna powiedzenie 'im mniej wiesz tym lepiej śpisz', było dla mnie co najwyżej śmieszne. Logiczne, że chcemy wiedzieć co słychać u naszych znajomych, rodziny. Przecież to naturalne. Posiadać wiedzę na tematy 'obowiązkowe' czyli po prostu by zdać maturę, niektórzy łakną wiedzy na tematy polityczne, sportowe, medialne. A tak czysto życiowo, czy na pewno powinniśmy wiedzieć wszystko? Dochodzę do wniosku, że definitywnie zdecydowanie centralnie i po prostu NIE!
Jako ludzie jesteśmy zdolni co robienia rzeczy, za które prędzej byśmy kogoś zabili. Potem jest 'kac moralny' trwający w terminie odpowiednim do wagi czynu. I samym nam, zakładając, że posiadamy sumienie, jest wtedy ciężko. samym ze sobą wytrzymać, a zrozumieć to wyższa pólka. A co dopiero, kiedy do tego wszystkiego dochodzi ktoś, kto patrzy racjonalnie, obiektywnie i żyje tylko dniem- porą, kiedy powinniśmy zachowywać się racjonalnie. I zjeżdża Cię od góry do dołu, przywala do ziemi swoim zabójczym racjonalizmem.
Nie da się żyć określonymi schematami i postępować w 100% racjonalnie, ale muszę wynegocjować sama ze sobą co najmniej 98%....... Przyszedł taki czas, kiedy stwierdziłam, że boję się sama siebie. Jestem straszna, dosłownie przerażająca. a może to, co jest we mnie to nie jestem ja? Kim i gdzie jest więc jest prawdziwa Addd...
Jako ludzie jesteśmy zdolni co robienia rzeczy, za które prędzej byśmy kogoś zabili. Potem jest 'kac moralny' trwający w terminie odpowiednim do wagi czynu. I samym nam, zakładając, że posiadamy sumienie, jest wtedy ciężko. samym ze sobą wytrzymać, a zrozumieć to wyższa pólka. A co dopiero, kiedy do tego wszystkiego dochodzi ktoś, kto patrzy racjonalnie, obiektywnie i żyje tylko dniem- porą, kiedy powinniśmy zachowywać się racjonalnie. I zjeżdża Cię od góry do dołu, przywala do ziemi swoim zabójczym racjonalizmem.
Nie da się żyć określonymi schematami i postępować w 100% racjonalnie, ale muszę wynegocjować sama ze sobą co najmniej 98%....... Przyszedł taki czas, kiedy stwierdziłam, że boję się sama siebie. Jestem straszna, dosłownie przerażająca. a może to, co jest we mnie to nie jestem ja? Kim i gdzie jest więc jest prawdziwa Addd...
czwartek, 6 października 2011
jesienno-wieczorne thinking
Jesienne kolorowe liście, październik w kalendarzu, ciągłe próby odnalezienia sposobu przetrwania, jakiegokolwiek koloru, kawa z cynamonem i unosząca się w powietrzu melancholia.. Pomijając totalnie głupią sytuację dzisiejszego wieczoru, a może to właśnie za jej przyczyną, napadła mnie pewna refleksja.
Czy można przestać wierzyć w coś, co się kiedyś widziało albo doświadczyło? Weźmy na przykład kogoś z pasją, która dawała szczęście. Jednak się od niej odeszło, a teraz ciężko jest wrócić. No bo jeśli pasją jest śpiew, a nie śpiewasz już od dawna, to nie jest łatwo, nie zaśpiewasz od razu, jak kiedyś. Tak samo z malowaniem, graniem, czy czymkolwiek innym. Możesz przestać wierzyć, że potrafisz. Trzeba cofnąć się krok w tył, przypomnieć. wtedy można mówić o powrocie. A to wymaga determinacji i trudu.
Piszesz z kimś, dogadujecie się, jest miło. Kontakt się urywa. Próbujesz go odnowić, piszesz raz, drugi, dziesiąty. ale bez odezwu drugiej osoby. Poddajesz się. Przestajesz wierzyć, że będziecie jeszcze pisać czy rozmawiać tak jak kiedyś
Św. Tomasz. Niewierny Tomasz. Wcześniej widział Jezusa, ale gdy zmartwychwstał, nie uwierzył mimo wszystko. Musiał zobaczyć, aby uwierzyć. Albo:
Dziewczyna. Dajmy na to, że się zakochała, była w jakimś związku. oboje byli szczęśliwi, ale po jakimś czasie to się rozpadło. Została bardzo mocno zraniona. Jest samotna. Od dawna. Ma przyjaciół, ale jak w życiu, różnie bywa. Czy ona może przestać wierzyć w miłość, której właściwie kiedyś doświadczyła?
Czy w czasie dużej i długotrwałej burzy nie mamy czasem wrażenia, że słońce nigdy nie wyjdzie?
A przecież po każdej burzy wychodzi słońce. po każdej nocy przychodzi dzień...
Czy można przestać wierzyć w coś, co się kiedyś widziało albo doświadczyło? Weźmy na przykład kogoś z pasją, która dawała szczęście. Jednak się od niej odeszło, a teraz ciężko jest wrócić. No bo jeśli pasją jest śpiew, a nie śpiewasz już od dawna, to nie jest łatwo, nie zaśpiewasz od razu, jak kiedyś. Tak samo z malowaniem, graniem, czy czymkolwiek innym. Możesz przestać wierzyć, że potrafisz. Trzeba cofnąć się krok w tył, przypomnieć. wtedy można mówić o powrocie. A to wymaga determinacji i trudu.
Piszesz z kimś, dogadujecie się, jest miło. Kontakt się urywa. Próbujesz go odnowić, piszesz raz, drugi, dziesiąty. ale bez odezwu drugiej osoby. Poddajesz się. Przestajesz wierzyć, że będziecie jeszcze pisać czy rozmawiać tak jak kiedyś
Św. Tomasz. Niewierny Tomasz. Wcześniej widział Jezusa, ale gdy zmartwychwstał, nie uwierzył mimo wszystko. Musiał zobaczyć, aby uwierzyć. Albo:
Dziewczyna. Dajmy na to, że się zakochała, była w jakimś związku. oboje byli szczęśliwi, ale po jakimś czasie to się rozpadło. Została bardzo mocno zraniona. Jest samotna. Od dawna. Ma przyjaciół, ale jak w życiu, różnie bywa. Czy ona może przestać wierzyć w miłość, której właściwie kiedyś doświadczyła?
Czy w czasie dużej i długotrwałej burzy nie mamy czasem wrażenia, że słońce nigdy nie wyjdzie?
A przecież po każdej burzy wychodzi słońce. po każdej nocy przychodzi dzień...
niedziela, 2 października 2011
umierające złudzenia
Kiedy już nawet cudowny świat złudzeń przestaje istnieć... Ostatni powód uśmiechu znika w wieczornej szarudze. A gdy krzyczysz, nie zwraca uwagi. Odchodzi. powoli. w milczeniu.
środa, 21 września 2011
w poszukiwaniu siebie
Czuję się zgubiona. Nie tylko zagubiona w plątaninie życia, ale gorzej. Zgubiłam sama siebie. Gdzieś pośród książek, korytarzy, wspomnień. pomiędzy kartkami kalendarza, kolejnymi filiżankami kawy. pośród spraw, które mnie przerastają. Przechodzonych prób. Sytuacji, w których poznaje siebie.
Tylko co, gdy po takiej sytuacji nie jesteś w stanie się przyznać się do siebie przed samym sobą? Nie poznajesz się. Zaczynasz bać się samego siebie. Zgubiłeś się, bo nie wiesz gdzie jesteś. Co więcej, nawet kim jesteś!
Żyjesz z dnia na dzień. Bo tak trzeba. Wciągnięty w wir rutyny, z którego czasem się wyrywasz, ale też nie jest lepiej, bo nie czujesz się dobrze z własną osobą. Na termometrach słupek rtęci zatrzymuje się coraz niżej, i nawet nie da się niczym przekupić. To nie smok pilnujący wieży lecący na kiełbasę od królewicza przyjeżdżającego na motorze. To takie osobiste porównanie (swoją drogą, co brzmi bardziej absurdalnie?! :)
Absurdy są fajne, gdy gdzieś obok nich jednak jest sens. Gdy są tylko chwilową ucieczką od czasami trudnego sensu codzienności. ale jednak sensu.
History.
Autumn get down.
Don't give up, we must get up! <3
Tylko co, gdy po takiej sytuacji nie jesteś w stanie się przyznać się do siebie przed samym sobą? Nie poznajesz się. Zaczynasz bać się samego siebie. Zgubiłeś się, bo nie wiesz gdzie jesteś. Co więcej, nawet kim jesteś!
Żyjesz z dnia na dzień. Bo tak trzeba. Wciągnięty w wir rutyny, z którego czasem się wyrywasz, ale też nie jest lepiej, bo nie czujesz się dobrze z własną osobą. Na termometrach słupek rtęci zatrzymuje się coraz niżej, i nawet nie da się niczym przekupić. To nie smok pilnujący wieży lecący na kiełbasę od królewicza przyjeżdżającego na motorze. To takie osobiste porównanie (swoją drogą, co brzmi bardziej absurdalnie?! :)
Absurdy są fajne, gdy gdzieś obok nich jednak jest sens. Gdy są tylko chwilową ucieczką od czasami trudnego sensu codzienności. ale jednak sensu.
History.
Autumn get down.
Don't give up, we must get up! <3
niedziela, 11 września 2011
błękitnoszary ocean niemocy
Czy jakakolwiek potrzeba, może być zaspokojona za wszelką cenę? Wtedy, kiedy nadarzy się jakakolwiek byle jaka sytuacja? Przypadkowa okazja? Myślisz, że zaspokajasz swoją wewnętrzną potrzebę, bo teoretycznie robisz to, co powinieneś zrobić zaspokajając ją. To totalny banał, ale najbanalniejsze przykłady są najlepsze. Masz ochotę na czekoladę, już od jakiegoś czasu. Idziesz do sklepu, kupujesz ją i pochłaniasz w 30 sekund. Czy twoja potrzeba została zaspokojona? Dociera do Ciebie, że nie, to nie to. a patrząc racjonalnie zjadłeś czekoladę, więc powinieneś czuć się lepiej, inaczej. Nie można bez sensu brnąć i próbować zaspokoić swojej potrzeby w trybie express. To też jak z pociągiem- nawet na express musisz poczekać. A jak nie wytrzymujesz, nadaża się pierwsza okazja, próbujesz zaspokoić potrzebę. a potem budzisz się, że to totalnie nie to. W dodatku z poczuciem winy, że zrobiłeś 'coś niedobrego'. I to nie tak miało być. Bez żadnego plusu. Jedynie z nowym doświadczeniem. Poznania siebie. Kolejnej słabości.
Błękitnoszary ocean niemocy
'People cry not because they are weak. It's because they have been strong for too long'.
niedziela, 4 września 2011
spóźniona o miesiąc.
Wyobraź sobie, że jedziesz w ważną podróż. Jest dla Ciebie po ludzku ważna, czekałeś na nią długo, pakowałeś się, planowałeś, cieszyłeś się na jej nadejście. I gdy przyszedł ten dzień, wziąłeś torbę, bagaż marzeń, doświadczeń i z pewnością, że czeka Cię wspaniały czas ruszyłeś na dworzec. Tylko wiesz, zapomniałeś czegoś i orientujesz się dopiero na dworcu. Stwierdzasz, że dasz sobie bez tego radę. Że każdy czasem czegoś zapomni, coś może umknąć. a może tego nie wziąłeś, bo zwyczajnie nie byłeś pewny rzeczywistej potrzeby tej rzeczy. Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Podbiegasz do kasy potem biegniesz na pociąg, a ten odjeżdża. Na twoich oczach. nie masz już możliwości dostania się do pociągu. Jedzie już z taką prędkością, że nie da rady nic zrobić. znika Ci z oczu. Patrzysz, jak Twoje marzenia, które przed chwilą były w zasięgu ręki odjeżdżają razem z nim. nie, to nawet nie pkp, nie ma kolejnego takiego pociągu. I co teraz? Nic, trzeba żyć dalej. A teraz analogicznie. mój pociąg, moje życie, moja perspektywa. Czekasz na podróż życia.Nie zamierzasz z niej wracać. Nie jest to zwykła podróż. Wiesz, że czeka Cię tam coś pięknego. że będziesz najszczęśliwszą osobą jaką możesz być. Szczęśliwszą niż możesz to sobie wyobrazić. Od wejścia do pociągu dzieliło naprawdę niedużo. Pewnie max 2 minuty, a może było to nawet 10 sekund. A miesiąc? Czy miesiąc to dużo? Myślę, że na skalę w jakiej żyjemy na co dzień, miesiąc wydaje się kawałkiem czasu, ale w perspektywie całego życia? Zakładając 10, 20 albo 40 czy 50 lat?(nie zamierzam zbyt młodo umierać:)
Tak więc sami oceńcie. Spóźniłam się kilkanaście sekund na pociąg w planowaną podróż, czy miesiąc na pociąg do dożywotniego szczęścia? Tak więc czy miesiąc to na pewno duże spóźnienie?
Przepraszam, że kiedy nie byłam pewna ogromnej potrzeby powiedzenia prostego zdania, nie powiedziałam, a pociąg odjechał. Dopiero po 15 sekundach jazdy doszła do mnie ta pewność. Następnym razem. Powiedziałam. Tylko, że następnym razem, było za późno. O miesiąc. Tylko miesiąc. i tak chciałam cofnąć czas do chwili na dworcu.. Tyle razy. Tak, ale trzeba żyć dalej. życie na pewno przygotowało kolejny pociąg. i nie pozwolę, by na ten również się spóźnić. Tylko dlaczego, nie ma takiego 'rozkładu jazdy' do pociągów przygotowanych przez życie? Na tym polega cały myk. Trzeba obserwować, cierpliwie czekać, czuć, nie pędzić za szybko(by nie wsiąść do złego pociągu) i jednocześnie się nie spóźnić....
Czasem mam wrażenie, że pkp próbuje dorównać przekornemu losowi zmieniając rozkłady, podstawiając pociągi tak, byś się pomylił, opóźniając je o czas nieokreślony i znęcać się, gdy nie zdążyć kupić biletu.
A teraz siedzę, i oczekuję na swój pociąg. bo mam wrażenie, że obecnie nie stać mnie na ruch w żadnym kierunku.
Tak więc sami oceńcie. Spóźniłam się kilkanaście sekund na pociąg w planowaną podróż, czy miesiąc na pociąg do dożywotniego szczęścia? Tak więc czy miesiąc to na pewno duże spóźnienie?
Przepraszam, że kiedy nie byłam pewna ogromnej potrzeby powiedzenia prostego zdania, nie powiedziałam, a pociąg odjechał. Dopiero po 15 sekundach jazdy doszła do mnie ta pewność. Następnym razem. Powiedziałam. Tylko, że następnym razem, było za późno. O miesiąc. Tylko miesiąc. i tak chciałam cofnąć czas do chwili na dworcu.. Tyle razy. Tak, ale trzeba żyć dalej. życie na pewno przygotowało kolejny pociąg. i nie pozwolę, by na ten również się spóźnić. Tylko dlaczego, nie ma takiego 'rozkładu jazdy' do pociągów przygotowanych przez życie? Na tym polega cały myk. Trzeba obserwować, cierpliwie czekać, czuć, nie pędzić za szybko(by nie wsiąść do złego pociągu) i jednocześnie się nie spóźnić....
Czasem mam wrażenie, że pkp próbuje dorównać przekornemu losowi zmieniając rozkłady, podstawiając pociągi tak, byś się pomylił, opóźniając je o czas nieokreślony i znęcać się, gdy nie zdążyć kupić biletu.
A teraz siedzę, i oczekuję na swój pociąg. bo mam wrażenie, że obecnie nie stać mnie na ruch w żadnym kierunku.
środa, 31 sierpnia 2011
Proszę, skłam.
Kłamstwo, z którym łatwiej żyć. Takie kłamstwo, którego znasz prawdę. Nie chcesz jej do siebie dopuścić. albo dopuściłeś, ale nie chcesz jej słyszeć. Bo tak jest łatwiej. O wiele łatwiej. I tak żyć. Było mi z tym całkiem dobrze.
A potem przychodzi czas, gdy ktoś mówi Ci tą prawdę w twarz. Mówi Ci coś, o czym wiesz, ale było to ukryte w najgłębszych zakamarkach Twojego serca. A ty kompletnie zdezorientowany zostajesz przygnieciony do ziemi. Po pierwsze tym, że ktokolwiek wie o Twojej najgłębszej tajemnicy, a po drugie tym, że powiedział Ci w twarz to, co ukrywasz przed samym sobą. Coś w Tobie pęka.Wtedy po ludzku padasz. Stajesz się rozbity, bo dotarła do Ciebie prawda ze zdwojoną siłą.
Ale żeby nie było. Nie lubię kłamstwa. I go nie popieram. Ale bywają sytuacje w życiu (jedna na milion!) kiedy marzysz, żeby ktoś skłamał. Może te sytuacje wiążą się właśnie z tym, że znasz prawdę, ale ją głęboko ukrywasz i nie chcesz spojrzeć jej w oczy. A jak już spojrzysz, Twoje delikatnie lukrowane ciastko zwane życiem pozbawia się lukru. Może zauważasz, że jest ciut przestarzałe, zgniłe, spleśniałe, a może wygląda po prostu smutniej bez cukierkowego lukru na wierzchu.
Ale trzeba żyć dalej. Bez względu na to, jak. Z pomocą innych, zwanych przyjaciółmi. Ratują samą obecnością, rozmową, bliskością. Albo bez nich.... (poziom hard)
Dlatego żyj tak, by nie opierać wszystkiego na samym sobie, bo życie może Cię przygnieść...
A potem przychodzi czas, gdy ktoś mówi Ci tą prawdę w twarz. Mówi Ci coś, o czym wiesz, ale było to ukryte w najgłębszych zakamarkach Twojego serca. A ty kompletnie zdezorientowany zostajesz przygnieciony do ziemi. Po pierwsze tym, że ktokolwiek wie o Twojej najgłębszej tajemnicy, a po drugie tym, że powiedział Ci w twarz to, co ukrywasz przed samym sobą. Coś w Tobie pęka.Wtedy po ludzku padasz. Stajesz się rozbity, bo dotarła do Ciebie prawda ze zdwojoną siłą.
Ale żeby nie było. Nie lubię kłamstwa. I go nie popieram. Ale bywają sytuacje w życiu (jedna na milion!) kiedy marzysz, żeby ktoś skłamał. Może te sytuacje wiążą się właśnie z tym, że znasz prawdę, ale ją głęboko ukrywasz i nie chcesz spojrzeć jej w oczy. A jak już spojrzysz, Twoje delikatnie lukrowane ciastko zwane życiem pozbawia się lukru. Może zauważasz, że jest ciut przestarzałe, zgniłe, spleśniałe, a może wygląda po prostu smutniej bez cukierkowego lukru na wierzchu.
Ale trzeba żyć dalej. Bez względu na to, jak. Z pomocą innych, zwanych przyjaciółmi. Ratują samą obecnością, rozmową, bliskością. Albo bez nich.... (poziom hard)
Dlatego żyj tak, by nie opierać wszystkiego na samym sobie, bo życie może Cię przygnieść...
wtorek, 23 sierpnia 2011
BUM!!!
Lato, słońce, wakacje, działka, plaża, lody, czekolada, koc w zbożu, śmiech z przyjaciółmi. To tylko kilka rzeczy (bądź sytuacji!) gdy o których się myśli, mimowolnie pojawia się uśmiech. Na twarzy albo w sercu. Dobrze się nam kojarzą. Można wymieniać jeszcze godzinami, jeszcze dziesięć, sto, a może dziesięć tysięcy przykładów. Tylko czy naprawdę wiemy, co nas uszczęśliwia? To właśnie jest moim problemem i głównym tematem myśli ostatniego czasu.Co tak naprawdę mnie uszczęśliwia? Co jest sensem mojego życia? Po co żyć? Dla kogo budzić się co rano? Dla kogo. Można żyć dla rodziców, dla chłopaka, dla psa, dla rybki w akwarium, dla ocen, studiów, pracy. Niby wszystko ok. Tylko wszystko to, jest tak ulotne jak garstka suchego piasku. Przy pierwszym podmuchu wiatru rozwieje się w przestrzeń. Więc dla kogo żyć. Dla siebie. To jedyna słuszna odpowiedź na to pytanie. Można żyć poświęcając się komuś, np Bogu, chłopakowi, mężowi, dzieciom, pracy..... ale kuźwa, nie można tylko dla nich żyć! Nie dajmy ogłupić się slangami, które bezustannie próbuje wpoić nam współczesny świat. Kobieto, masz być żoną i matką, masz siedzieć w domu, a jedyna twoja rozrywka ma kończyć się na gotowaniu, praniu, prasowaniu i sprzątaniu. To jedyny Twój sens życia. A jeszcze do tego wszystkiego masz się z niego cieszyć! Brzmi jak jakieś fatum rzucone na wszystkie kobiety podczas samego stworzenia. Nie, nie taki jest sens bycia kobietą.
Teraz pojawia się pytanie, co znaczy, że żyję dla siebie. i co z tego. Dopiero od jakiegoś czasu powoli zaczynam zdawać sobie z tego sprawę. Bo tak. Poszedłeś do podstawówki, bo wysłali cię rodzice. Musiałeś pójść. potem jakieś gimnazjum. No okej. Wybór liceum. Jakieś trzeba, nie? I wreszcie idziesz na studia takie, a nie inne, bo na jakieś w końcu trzeba. ich wybór może jest błędem, a może strzałem w dziesiątkę. Nie każdy może wygrać w toto lotka. Potem praca, która daje ci satysfakcje albo nie. W takim normach już na etapie liceum, wypadałoby wiedzieć, jak widzisz swoją przyszłość. I (a to trudniejsze!) co i jak zamierzasz zrobić, aby wyglądała tak, jak chcesz, żeby wyglądała. A co, gdy nie wiesz co cię uszczęśliwia, co chcesz robić dalej? Pierwsza poważniejsza decyzja z tym związana pojawia się właściwie przed maturą. Żyjesz sobie żyjesz i BUM! Nagle każą ci wiedzieć wszystko o sobie. Co chcesz zdawać? na jakie iść studia? dokąd? i w końcu już wtedy wybierasz swoją potencjalną pracę. Czy w wieku 18, 19 lat wiesz, co będzie cię uszczęśliwiać i dawać satysfakcję gdy będziesz miał 30, 40 czy 50 lat? Jeśli tak, to gratuluję! Jesteś szczęściarzem. I już teraz możesz poczuć się tak, jakbyś wygrał główną w toto lotka. A jeśli nie, to nie przejmuj się. Jest mnóstwo ludzi, którzy mają tak samo.
To tak na początek. Pierwszy post, o wszystkim i o niczym.
Ofiara tego bloga może teraz nie widzi za bardzo sensu we wszystkim, ale jak już ma zajawkę, to potrafi wydać 10 zł na genialne lody i wkroić w nie kit kata, żeby mieć poczucie, że coś zrobiła dla siebie, uśmiechnąć się do nieba i wcale nie mieć poczucia winy z tego powodu. (Mimo, że powinna!- za lody)
Czasem coś ugotuje, czasem biega, czasem pisze, tańczy gdy nikt nie widzi, śpiewa gdy nikt nie słyszy.
Poranna herbata - African Red
Pozdrawiam,
Autorka
Teraz pojawia się pytanie, co znaczy, że żyję dla siebie. i co z tego. Dopiero od jakiegoś czasu powoli zaczynam zdawać sobie z tego sprawę. Bo tak. Poszedłeś do podstawówki, bo wysłali cię rodzice. Musiałeś pójść. potem jakieś gimnazjum. No okej. Wybór liceum. Jakieś trzeba, nie? I wreszcie idziesz na studia takie, a nie inne, bo na jakieś w końcu trzeba. ich wybór może jest błędem, a może strzałem w dziesiątkę. Nie każdy może wygrać w toto lotka. Potem praca, która daje ci satysfakcje albo nie. W takim normach już na etapie liceum, wypadałoby wiedzieć, jak widzisz swoją przyszłość. I (a to trudniejsze!) co i jak zamierzasz zrobić, aby wyglądała tak, jak chcesz, żeby wyglądała. A co, gdy nie wiesz co cię uszczęśliwia, co chcesz robić dalej? Pierwsza poważniejsza decyzja z tym związana pojawia się właściwie przed maturą. Żyjesz sobie żyjesz i BUM! Nagle każą ci wiedzieć wszystko o sobie. Co chcesz zdawać? na jakie iść studia? dokąd? i w końcu już wtedy wybierasz swoją potencjalną pracę. Czy w wieku 18, 19 lat wiesz, co będzie cię uszczęśliwiać i dawać satysfakcję gdy będziesz miał 30, 40 czy 50 lat? Jeśli tak, to gratuluję! Jesteś szczęściarzem. I już teraz możesz poczuć się tak, jakbyś wygrał główną w toto lotka. A jeśli nie, to nie przejmuj się. Jest mnóstwo ludzi, którzy mają tak samo.
To tak na początek. Pierwszy post, o wszystkim i o niczym.
Ofiara tego bloga może teraz nie widzi za bardzo sensu we wszystkim, ale jak już ma zajawkę, to potrafi wydać 10 zł na genialne lody i wkroić w nie kit kata, żeby mieć poczucie, że coś zrobiła dla siebie, uśmiechnąć się do nieba i wcale nie mieć poczucia winy z tego powodu. (Mimo, że powinna!- za lody)
Czasem coś ugotuje, czasem biega, czasem pisze, tańczy gdy nikt nie widzi, śpiewa gdy nikt nie słyszy.
Poranna herbata - African Red
Pozdrawiam,
Autorka
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



